Eksperyment morze

Mija miesiąc odkąd mieszkamy w Gdyni. Jeśli jeszcze nie wiesz, że MAG przeprowadziła się nad morze, to kilka słów wyjaśnienia co znaczy „eksperyment morze”.

Zapraszam do lektury

Eksperyment morze

Dlaczego przeprowadzka?

Mój alergik ma już prawie 11 lat. Poprzednie 3 lata były walką głównie z AZS. Temat diety eliminującej alergeny mamy opanowany, jak widać zresztą na blogu. Zmiany skórne zaczęły się nasilać w okresie odczulania na trawy, zboża i bylicę. Po prawie dwóch latach immunoterapii wraz z mężem zdecydowaliśmy, że koniec z tą metodą leczenia. Lekarz prowadzący jakoś nie widział problemów. Podczas odczulania, mój syn owszem mógł jeść więcej produktów, które zwykle krzyżowo reagują z pyłkami, ale stan jego skóry coraz bardziej się pogarszał.  

Trafiliśmy pod opiekę prof. M. Kaczmarskiego, która rozpoczęła się pobytem w szpitalu w Białymstoku. Zdaniem profesora, przy tak wysokim uczuleniu na wszelkie pyłki i wiele alergenów pokarmowych, a do tego przy atopowym zapaleniu skóry, nie ma podstaw by wprowadzać immunoterapię.  

Szukając przyczyn złego stanu skóry, przy nadal eliminacyjnej diecie, zrobiliśmy testy MRT. Z perspektywy czasu potwierdzam, że to był bardzo dobry krok. Wyniki badań wskazały nam produkty, na które organizm reagował nadwrażliwością. W walce z alergią, wciąż szukałam, a mimo to nie wzięłam poważnie pod uwagę faktu, że mój alergik przestał mieć ochotę na kaszę gryczaną, nie chciał jeść dań z fasolą i soczewicą. Wyniki testów MRT wykazały, że te produkty nie są dla niego, że źle na nie reaguje. Do dziś nie wróciliśmy do kaszy gryczanej, fasoli białej ani soczewicy, syn nadal nie chce ich jeść. Efekty nie przyszły od razu, stopniowo jednak widać było poprawę. W szpitalu w Białymstoku wykonano szereg badań, potwierdziła się alergia pokarmowa IgE zależna, między innymi na ziemniaki, ryż, marchew, jabłka, oczywiście mleko, jajka czy orzechy. Będąc tam syn jadł tylko kilka sprawdzonych produktów: kaszę jaglaną, cukinię, ogórek, indyka, sprawdzony bezglutenowy chleb z ziaren, sałatę, płatki owsiane bezglutenowe. Po powrocie do domu pojedynczo wprowadzałam kolejne pokarmy wyłapując te, które jednak mu szkodziły jak: szparagi, aloes, amarantus, sok z żurawiny, spirulina. Odstawiłam wszystkie dotychczasowe maści, przeróżne emolienty, skupiłam się na tych, które dostawał w szpitalu. Z czasem i je odstawiłam. Wprowadziłam Xera Calm Balsam, Dermosan krem do twarzy na słońce i maść z witaminą A. Pozostawiłam dwie awaryjne maści na receptę, Elidel i Protopic. Próby wprowadzenia wówczas naturalnych kosmetyków jak: olej kokosowy czy arganowy, nie powiodły się.  

Nowym czytelnikom wyjaśniam:

Walczę z alergią syna od 11 lat. Zaczynałam gdy jeszcze niewiele osób wiedziało co to alergia. Mój blog jest jednym z pierwszych, który poruszał tematykę alergii. Czuję się prekursorką kuchni dla alergików, stworzyłam już prawie 900 dań bez alergenów. Rozwijam swoją wiedzę na temat alergii każdego dnia. Korzystam z mądrych książek.  

Oto lista książek polecanych i przeczytanych przez MAG:

dr. E. Dąbrowska „Przywracać zdrowie żywieniem”

dr. J. Kempista „Leczenie żywieniem”

T. Campbell „Nowoczesne zasady odżywiania”

D. Ornish „Spektrum”

P. Pitchford „Odżywianie dla zdrowia”

D. Myłek „Alergie”

prof. M. Kaczmarski „Alergia i nietolerancja pokarmowa. Mleko i inne pokarmy”

B. Kropka „Pokonaj alergię”

G. Enders „Historia wewnętrzna. Jelita, najbardziej fascynujący organ naszego ciała”

J. Fuhrman „Zdrowe dzieciaki”

J. Hever „Dieta roślinna” i wiele innych.

Obecnie czekam na dostawę książki pt. „Ukryte terapie. Czego ci lekarz nie powie” Jerzego Zięby.  

Jestem autorką dwóch dwóch poradników kulinarnych: „Mama Alergika Gotuje Tradycyjnie” oraz „Mama Alergika Gotuje Na Wyjątkowe Okazje”. W chwili obecnej pracuję nad kolejnymi pozycjami.  Na rynku ukazała się pozycja „Mama Alergika Gotuje Z Dziećmi” sezon wiosna/lato niebawem sezon jesień/zima.

Wierzę, że alergia zaczyna się w jelitach, że zdrowe odżywianie ma ogromny sens, że jesteśmy tym co jemy, ale głównie tym co nasz organizm jest zdolny wchłonąć z przewodu pokarmowego. Moim zdaniem eliminacja alergenów pokarmowych to najważniejsza początkowa droga w leczeniu.  

Nie wierzę jednak, że trzeba tę eliminację prowadzić stale. Myślę, że to był błąd w pierwszych latach leczenia mojego syna. Od dwóch lat eksperymentalnie traktuję pomidora, na którego mój alergik bardzo reagował, głównie z powodu silnego uczulenia na brzozę. Testy z krwi IgE zależne pokazywały wówczas 5 klasę uczulenia, dziś jest 3. Wyniki są tylko wskazówką, ale moje obserwacje potwierdzają, że minimalne podawanie alergenu pokarmowego jest swego rodzaju szczepionką dla organizmu. Nie zachęcam do takich eksperymentów tak po prostu, bez wiedzy i przygotowań. Każdy alergik jest inny, powinien podchodzić do swojej choroby indywidualnie. Dzielę się swoim doświadczeniem i podkreślam, że nie ma jednej skutecznej metody na alergię. To co pomaga mojemu dziecku (leki, maści, emolienty, dieta), nie musi pomóc Tobie. Alergia to złożony proces i wiele czynników należy brać pod uwagę podczas leczenia.  

Dodam jeszcze, że przez 10 lat walki z alergią nie stałam w miejscu. Robiłam różne badania, konwencjonalne i niekonwencjonalne. Odpowiednią dietą wzmacniałam dziecku jelita. Prawie całkowicie wyeliminowałam cukier z diety mojej rodziny. Odżywiamy się wyłącznie żywnością ekologiczną, pozbawioną chemii, konserwantów, barwników czy polepszaczy. Gotuję w domu każdego dnia, nie jadamy żywności wysoko przetworzonej. Jestem zwolenniczką diety sezonowej. Prawie wcale nie jemy mięsa, glutenu. Jeśli przygotowuję dania z glutenem to tylko na bazie dawnych odmian pszenicy: orkiszu, płaskurki, samopszy. Nie ulegam żadnym modom w diecie np. bezglutenowej. Dania mięsne opierają się na indyku, kaczce czy króliku. Ostatnio tylko indyk synowi smakuje. Dbam o to, aby w naszej diecie nie brakowało kwasów Omega 3 i 6, wit D, probiotyków, prebiotyków oraz wapnia, żelaza, magnezu. Sport, relaks i zdrowy sen to u nas ważny element dnia.  

Wracamy jednak do tematu morza. Rok temu:

Zmiany AZS u mojego syna wyleczyły się na jego ciele, jednak stale były silne zmiany na jego twarzy. Przez prawie pół roku mój syn uczył się w domu. Szedł do szkoły na 2 dni, pozostałe spędzał w mieszkaniu. Każdy fizyczny wysiłek sprawiał problem z oddychaniem i silne zmiany na twarzy. Zwykły śmiech powodował świst w płucach. Skóra wyglądała jak poparzona. Musiał zrezygnować z ukochanych treningów piłkarskich.   Pewnie na blogu nie dało się tego tak dostrzec, ale to był bardzo trudny dla nas czas. Mój syn był często smutny, wstawał rano, patrzył w lustro i nie chciał wychodzić z domu. Dzieci w szkole nie zawsze były „przyjemne”. Właściwie to spotkał się z wieloma objawami złośliwości i dyskryminacji. Moje rozmowy z rodzicami i wychowawcą niewiele pomogły. Dorosłych trzeba w tym temacie jeszcze długo edukować! Włożyłam wiele godzin pracy w utwierdzaniu go, że walczymy, że pokonamy ten stan, że on sam jest wyjątkowy i silny. Obiecałam, że znajdę rozwiązanie, że się nie poddam choćbym miała wywieźć go na wyspę, z dala od wszelkich pyłków:) Dobrze, że miałam to swoje „bieganie” i wsparcie rodziny. Dawało mi siłę do walki każdego dnia.  

Kierunek zmian Już od wiosny 2015 roku obserwowałam, że nawet pobyt u babci Broni, która mieszka na wsi i ma kilka kroków do lasu, sprawia iż skóra mojego syna się poprawia. Potem wracaliśmy do Warszawy i wystarczyło kilka godzin. Znów silne zaczerwienienie. Wyczytałam, że spaliny i zanieczyszczone powietrze zwiększają alergizację pyłków. Zaczęłam sprawdzać, tereny w Polsce z najmniejszym zanieczyszczeniem powietrza i zakiełkowała w mojej głowie myśl o wyprowadzeniu się z Warszawy. Jako dziecko często chorowałam na niby zapalenie oskrzeli, które zawsze przechodziło bez gorączki, a wiązało się głównie ze szmerami w płucach. Lekarze wciąż przepisywali mi antybiotyki, rodzice wyjeżdżali ze mną nad morze. Wszystko się uspokoiło dopiero gdy wyjechałam na studia w góry. Mieszkałam kilka lat w Jeleniej Górze i Karpaczu. Przestałam chorować. Pomyślałam, wyprowadzę się z Konradem w góry. Zrobiłam rozeznanie obecnego terenu Karpacza, odświeżyłam znajomości. Byliśmy już na etapie podpisywania umowy na wynajem mieszkania, lecz stale coś było „pod górkę”. Umowy na wynajem mieszkania w Karpaczu ostatecznie nie podpisałam.  

Wakacje nad morzem Pojechaliśmy na 3 tygodnie nad morze do Jastarni. Co rok wyjeżdżamy z Warszawy już w maju, gdy wszystko silnie pyli. Zwalniam syna z lekcji, samodzielnie przerabiam z nim materiał. Już po tygodniu nad morzem stan zdrowia mojego alergika się poprawił, znów biegał za piłką, nie męczył się, nie miał problemów z oddychaniem. Zostawiłam go więc z córką i dziadkami na tydzień, a sama wróciłam do Warszawy. Kiedy dojechałam nad morze z powrotem, nie poznałam własnego dziecka. Twarz bez zmian, radość na twarzy, syn pełen energii.  

Wówczas postanowiłam, że wyprowadzamy się nad morze! Potwierdzenia swojej decyzji szukałam u lekarzy. Rozmawiałam z tymi, którzy dotychczas prowadzili leczenie Konrada. Nie usłyszałam jednoznacznej odpowiedzi a raczej tę, że niewiele to da, a czeka mnie poważna zmiana w życiu. Ogromnie szanuję panią doktor Irenę Kagan Grzesiak, poznałam ją jeszcze gdy moja córka była mała. Przypadkowo wysłuchałam jednego z jej wykładów na temat alergii i padły w nim zdania, że kilku jej podopiecznych zmieniając klimat (wyjazd do Hiszpanii, Kanady), przestało mieć problemy ze skórą. Gdzieś wyczytałam również, że w okresie dojrzewania może nastąpić długi okres remisji przy AZS. Biorąc pod uwagę, że stan zdrowia mojego syna nad morzem zwykle się poprawiał, że wchodzi on w wiek dojrzewania, decyzja wydawała mi się jak najbardziej słuszna. Łatwiej mi było ją podjąć także dlatego, ponieważ moje drugie dziecko jest już dorosłe i mieszka w Londynie. Mój mąż pracuje daleko od Warszawy i do domu przyjeżdża na weekendy, a ja pracować mogę w każdym miejscu na świecie:)   O tym jak mój alergik czuje się nad morzem, jaki jest stan jego zdrowia na chwilę obecną i jakie jeszcze kroki wykonuję, aby pomóc mu w walce z alergią, opiszę w kolejnym wpisie.  

Zapraszam i serdecznie pozdrawiam