fbpx

Kim jest MAG? MAGiczna historia

Zaglądasz do mnie na Facebooku, śledzisz moje wpisy na Instagramie.

Korzystasz z przepisów na blogu.

Czy wiesz gdzie właściwie jesteś? Co to za miejsce i kim jest MAG?

Przeczytaj proszę naszą MAGiczną historię.

Jeśli jesteś szczęśliwą posiadaczką mojej piątej książki „Mama Alergika Gotuje. Tradycyjnie i Nowocześnie” to zapewne większość tej historii już znasz.

Uzupełniłam ją tylko o kolejne szczegóły.

Film MAGiczna historia znajdziesz w zakładce O MNIE.

Fot. Igor Wojtkowiak

MAGiczna historia

Początki

Gdy mój syn skończył szósty tydzień życia, zostałam mamą alergika. Od tamtej chwili zgłębiałam wiedzę na temat alergii. Musiałam wyeliminować z diety syna wiele produktów. Zaczęłam więc szukać rozwiązań, zamienników i przepisów dla alergików.

Wtedy, piętnaście lat temu, Internet nie był bogaty w źródła wiedzy i przepisy tak jak obecnie. Czułam się bezradna, ale na szczęście z pomocą przyszła moja mama, której udawało się umiejętnie przekształcać nasze ulubione dania na pozbawione alergenów.

Wiedziałam, że zamiana produktów to nie wszystko, dziecko musiało mieć zbilansowaną dietę. Czytałam więc fachowe publikacje dotyczące zdrowego żywienia, szukałam wiedzy na różnych portalach, w kolejnych latach uczestniczyłam w konferencjach, rozmawiałam z wieloma specjalistami.

Przygotowywanie posiłków dla alergika wymagało głębokich zmian. Wszystko, co do tej pory robiłam i czego używałam w kuchni, okazało się niedozwolone. Dotychczas gotowałam tradycyjnie jak wiele polskich gospodyń, czyli zupy na mięsie czy skrzydełkach z dodatkiem kostek rosołowych, kotlety w panierce z jajkiem. Zakupy robiłam w różnych miejscach, nie czytałam wszystkich etykiet. Nie zwracałam uwagi na ilość cukru w płatkach śniadaniowych.

Pierwsze zmiany polegały na wyeliminowaniu mleka krowiego i produktów chemicznych, takich jak barwniki, konserwanty i spulchniacze. Każdą rzecz przed włożeniem do koszyka „studiowałam” pod kątem składu. Zakupy trwały znacznie dłużej. Z szafek kuchennych zniknęło wiele produktów. Zależało mi, aby syn nie czuł się inny, gorszy i mógł jeść to co my. Niektóre potrawy, na początku jedliśmy w tajemnicy przed nim.

Ponieważ czas spędzony przy stole jest dla nas cenny, nie mogło to trwać długo. Opracowałam więc przepisy tradycyjnej kuchni polskiej w wersji bez alergenów,  by moje dziecko mogło bezpiecznie zasiadać z nami do stołu.

Z czasem wszyscy zauważyliśmy, że nikomu nie przeszkadza brak śmietany w zupie czy użycie mleka roślinnego zamiast krowiego.

4 lata później

Kiedy mój syn skończył cztery lata, do alergii pokarmowej dołączyła alergia na pyłki traw, zbóż i drzew. Jego stan zdrowia nagle się pogorszył, syn zaczął negatywnie reagować na większość produktów, które do tej pory jadł bez problemów.

Przeszliśmy więc na ścisłą dietę eliminacyjną, bez mleka i jajek, a także bez glutenu, soi, kakao, orzechów, cukru, wielu warzyw i owoców z wykluczeniem barwników, konserwantów, dodatków do żywności. Na bazie kilku składników codziennie przygotowywałam synowi posiłki.

Dekadę temu nie było szeroko dostępnego i zróżnicowanego asortymentu dla alergików. Na zakupy poświęcałam pół dnia. Jeździłam do kilku miejsc w Warszawie, wracałam do domu z niewielką ilością gotowych produktów. Miałam niejedną chwile słabości, ale postanowiłam, że zrobię wszystko, by mój syn wyzdrowiał. Po kilku miesiącach nabrałam pewności siebie, opracowałam wiele nowych dań specjalnie dla syna.

Na wizytę do prowadzącej go wówczas pani doktor Barbary Sieradzkiej przynosiłam tygodniowe menu dziecka. Pani alergolog chciała mieć obraz tego, co syn jadł, aby móc stwierdzić, na co mógł zareagować alergicznie, oraz po to, aby mogła ocenić, czy jego dieta nie jest uboga.

Pewnego dnia zapytała mnie, czy może przedstawić ten jadłospis w szpitalu innym mamom alergików, które powtarzały, że nie da się gotować bez mleka i jajek. Okazało się, że panie były zachwycone i poprosiły o konkretne przepisy.

Wtedy przyszła mi do głowy myśl, żeby podzielić się tym, co już potrafię, z innymi rodzicami, którzy znaleźli się w takiej sytuacji jak ja.

Jesienią 2011 roku założyłam blog Mama Alergika Gotuje, który okazał się przydatny wielu rodzinom z alergią.

10 lat później

Kiedy mój syn miał osiem lat, rozpoczęliśmy odczulanie jednocześnie na alergeny traw i zbóż oraz bylicę. Wówczas zmiany na jego skórze nasiliły się do tego stopnia, że prawie nie chodził do szkoły. To był najtrudniejszy okres w jego życiu.

Dwa lata później trafiliśmy pod opiekę prof. Macieja Kaczmarskiego, która rozpoczęła się pobytem w szpitalu w Białymstoku. Zdaniem profesora przy tak wysokim uczuleniu na wszelkie pyłki i wiele alergenów pokarmowych, a do tego przy atopowym zapaleniu skóry nie było podstaw, by wprowadzać immunoterapię, zwłaszcza od razu na trzy alergeny. Odczulanie więc przerwaliśmy.

Moim zdaniem gdyby immunoterapia była prowadzona na indywidualnie dobranych dawkach, tak jak to się odbywało pod okiem dr Sieradzkiej, wszystko mogłoby mieć inny przebieg. Jednak z przyczyn od nas niezależnych przeszliśmy w ręce innego alergologa i ta uważność na dawki niestety się skończyła.

Dodam jeszcze, że w tym czasie nie było jeszcze mowy o badaniach molekularnych, dzięki którym można dokładniej pokierować procesem odczulania. Zrobiliśmy je jesienią 2015 r. czyli rok później (ImmunoCAP ISAC)

Podczas pobytu w szpitalu w Białymstoku syn jadł tylko kilka sprawdzonych produktów: kaszę jaglaną, cukinię, ogórek, mięso indyka, przetestowany bezglutenowy chleb z ziaren, sałatę, płatki owsiane bezglutenowe.

Po powrocie do domu pojedynczo raz na kilka dni wprowadzałam kolejne pokarmy, wychwytując te, które mu szkodziły. W tych działaniach pomogły mi także wyniki z przeprowadzonych badań MRT, a potem z dostępnych badań molekularnych dla osób z IgE zależną alergią.

Zmiany skórne na ciele dziecka zniknęły, lecz na twarzy były wyraźnie widoczne. Skóra wyglądała jak poparzona. Wysiłek fizyczny wywoływał kłopoty z oddychaniem. Zwykły śmiech powodował świst w płucach. Syn musiał zrezygnować z ukochanych treningów piłkarskich. Często był smutny, patrzył w lustro i nie chciał wychodzić z domu. Dzieci w szkole nie zawsze zachowywały się przyjaźnie. Spotkał się z wieloma objawami złośliwości i dyskryminacji. Włożyłam wiele godzin pracy w utwierdzanie go, że walczymy, że pokonamy ten stan, że on sam jest wyjątkowy i silny. Obiecałam, że znajdę rozwiązanie, że się nie poddam.

O problemach dziecka z alergią w szkole napisałam w książce „Mama Alergika Gotuje. Z Dziećmi. Dania na jesień i zimę”

Z powodu alergii syna musiałam zrezygnować z pracy. Większość czasu poświęcałam na sprawy związane z jego zdrowiem. Blog pozwolił mi mieć kontakt ze światem i poszerzyć wiedzę na temat alergii, rozwijać pasję. Stale wyczarowywałam nowe dania „bez”.

Pewnego dnia moja córka rzuciła mimochodem, żebym napisała książkę, taką dla babć, cioć i niedowiarków, dla tych, którzy nie potrafią i nie wierzą, że można przygotować podobny posiłek dla całej rodziny.

Po trzech latach blogowania, zmobilizowana także przez syna, który powiesił na lodówce kartkę z hasłem „Będziesz miała książkę”, wydałam swoją pierwszą publikację Mama Alergika Gotuje. Tradycyjnie.

P.S. Książka ta jest bestsellerem, przez czytelników nazywana „biblią mamy alergika” i wreszcie tej jesieni zostanie wznowiona!

Zaobserwowałam, że nawet pobyt na wsi u babci nie zaostrzał stanu skóry tak jak mieszkanie w zanieczyszczonej Warszawie. Wyczytałam, że spaliny i zanieczyszczone powietrze zwiększają alergizację pyłków. Zaczęłam sprawdzać tereny w Polsce z najmniejszym zanieczyszczeniem powietrza i w mojej głowie zakiełkowała myśl o wyprowadzeniu się ze stolicy.

P.S. Jeśli chcesz zapoznać się z obszernym materiałem napisanym przez dr Piotra Dąbrowieckiego na temat wpływu zanieczyszczonego powietrza na zdrowie, zajrzyj do książki Mama Alergika Gotuje. Tradycyjnie i Nowocześnie.

Pojechaliśmy na Hel. Każdego roku na wiosnę, gdy wszystko zaczynało pylić, wyjeżdżaliśmy z Warszawy. Zwalniałam syna z lekcji, samodzielnie przerabiałam z nim materiał. Już po tygodniu nad morzem stan zdrowia mojego alergika się poprawiał, znów biegał za piłką, nie męczył się, nie miał problemów z oddychaniem.

Wówczas postanowiłam, że wyprowadzamy się nad Bałtyk. Potwierdzenia swojej decyzji szukałam u lekarzy. Rozmawiałam z tymi, którzy dotychczas prowadzili leczenie Konrada. Nie usłyszałam jednoznacznej odpowiedzi, a raczej tę, że niewiele to da, a czeka mnie poważna zmiana w życiu. Postanowiłam zaryzykować i nazwałam to „Eksperyment morze”, o którym napisałam na blogu.

15 lat później

Już piąty rok mieszkamy na Wybrzeżu. Korzystne zmiany w samopoczuciu syna pojawiły się już po kilku tygodniach. Mogliśmy odstawić leki i stopniowo wprowadzać nowe produkty do jadłospisu. Z czasem syn wrócił do aktywności fizycznej.

Do poprawy jego zdrowia przyczyniła się nie tylko zmiana zamieszkania i mniejsze zanieczyszczenie powietrza, ale również ograniczenie stresu, stała zdrowa dieta, praca nad wzmocnieniem jelit, suplementacja niektórych witamin, wysiłek fizyczny, odpowiednia pielęgnacja skóry i jakość snu, a także zapewne zmiany hormonalne.

Obecnie mój alergik to szczęśliwy, zdrowy, wysoki (190 cm) piętnastolatek z głową pełną marzeń, który stale musi pamiętać, by dbać o swoje zdrowie.

Jego problemy z alergią pojawiają się głównie w okresie pylenia i podczas dużego wysiłku fizycznego.

W tym roku jesienią chcemy wrócić do tematu odczulania na pyłki roślin. Przed nami niebawem kolejne badania diagnostyczne, ocena obecnej sytuacji zdrowotnej i immunoterapia, mam nadzieję, że uda się podjęzykowo.

Książki MAG

Po sukcesie pierwszej książki Mama Alergika Gotuje. Tradycyjnie wydałam kolejne; w roku 2015 Mama Alergika Gotuje. Na Wyjątkowe Okazje, w 2016 Mama Alergika Gotuje. Z Dziećmi. Dania na wiosnę i lato, w 2017 Mama Alergika Gotuje. Z Dziećmi. Dania na jesień i zimę, w 2018 Mama Alergika Gotuje. Tradycyjnie i Nowocześnie a w 2019 książkę Dieta warzywno-owocowa. Uzdrawiająca moc roślin. 150 przepisów.

Choć powstały one z myślą o alergikach, to również są źródłem przepisów dla osób na diecie bezglutenowej, wegańskiej i wegetariańskiej. Korzystają z nich biegacze i osoby, dla których zdrowe odżywianie jest bardzo ważne.

Szukając stale rozwiązania problemów mojego alergika przetestowałam na sobie słynną dietę dr Dąbrowskiej i w efekcie kilku moich ścisłych postów warzywno-owocowych powstała książka „Dieta warzywno-owocowa. Uzdrawiająca moc roślin. 150 przepisów”.

Ta książka jest dowodem na to, że żadne ograniczenia w diecie nie są w stanie ograniczyć naszej kreatywności.

Gotowanie, odkrywanie i eksperymentowanie w kuchni to praca na cały etat. Są dni, kiedy zwalniam tempo, ale i tak zastanawiam się wtedy, jak wzbogacić blog i co nowego wyczarować, o czym napisać w kolejnej książce. Założyłam własną firmę, sama wydaję moje książki, prowadzę sklep internetowy – Sklep MAG. Osobom z problemami alergii pomagam również poprzez działanie w MAGicznej Grupy Wsparcia na Facebooku.

Miałam plany rozkręcić nasz kanał na YouTube, ale jak się okazało na wszystko nie wystarczyło mi czasu:)

Pracuję jednak nad kolejnymi książkami i szykuję niespodzianki!

Praca jest moją pasją.

Zawsze chciałam robić to, co kocham, teraz w 100% tak właśnie jest.

Sport i MAG

Gdyby nie sport, wiele dobrych rzeczy w moim życiu by się nie wydarzyło. Byłam instruktorką aerobiku, ćwiczę od siedemnastego roku życia. Nie uznaję żadnej diety cud, dbałość o sylwetkę wiążę ze zdrowym odżywianiem i ruchem. Z ciekawości i przekory zaczęłam biegać. Mój brat jest maratończykiem. Jego wynik to 2 godziny 22 minuty. Podziwiałam go, a kiedy opowiadał, ile bieganie zmieniło w jego życiu, i ja zapragnęłam zmian. Zaczęłam od pokonania 2 km w 2012 r. Pierwsze 10 km przebiegłam po 5 miesiącach, pierwszy półmaraton pokonałam po 10 miesiącach treningów.

W 2015 r. przebiegłam maraton, czyli 42,195 km, z czego jestem bardzo dumna. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez biegania, to moja metoda na stres i kreatywne myślenie. Spełniłam kolejne marzenie i teraz biegam głównie nad morzem. Jak widać alergia mojego syna odmieniła moje życie na lepsze, na bardziej wartościowe.

Alergia – krok ku zdrowemu odżywianiu

W diecie alergika większość zmian w żywieniu trzeba przeprowadzić natychmiast. Często nie możemy podawać alergenów, ponieważ istnieje zagrożenie życia. Na początku miałam problemy z przyrządzaniem takich samych posiłków dla wszystkich. Przygotowywałam je w dwóch wersjach: dla małego alergika i pozostałych członków rodziny. Jednak im więcej dowiadywałam się o szkodliwości składników E, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że wszyscy musimy lepiej się odżywiać.

Dietę mojej nieuczulonej rodziny zmieniałam stopniowo. Wyznaję zasadę, że owoc zakazany lepiej smakuje, więc np. cukier ograniczałam krok po kroku. Obecnie nie ma u nas białego cukru, nikt herbaty nie słodzi (pijemy zieloną i owocowe) i teraz wszystko wydaje się za słodkie. Podobnie postępowałam z innymi produktami. Wprowadziłam do diety stare odmiany pszenicy, np. orkisz, płaskurkę i samopszę, ograniczyłam spożycie mięsa, zwłaszcza czerwonego, pojawiło się więcej kasz i warzyw. Zaczęliśmy jeść więcej ryb.

Bardzo szybko zauważyłam pozytywne zmiany w samopoczuciu całej rodziny, co potwierdziły również wyniki badań. Przestaliśmy chorować. Z szafki zniknęły leki na przeziębienia, syropy przeciwkaszlowe. Oczywiście zdarza się, że dopadnie nas wirus i walczymy z katarem czy kaszlem, ale udaje się nam zwalczyć je domowymi sposobami. Nikt z nas nie łyka antybiotyków, na szczęście tylko dwa razy lekarz uznał za konieczne, aby podać je mojemu synowi. Wszyscy zwracamy uwagę na to, co jemy, co wybieramy, jedząc poza domem.

W książce „Mama Alergika Gotuje.Z Dziećmi. Dania na jesień i zimę” znajdziesz rozdział „Zdrowa Apteczka„. Poznasz kilka naszych domowych sposobów na przeziębienie i grypę.

Jestem w stanie wyczuć chemię i zbędne dodatki w produktach czy daniach przygotowanych w restauracji lub u znajomych. Często wolę nie zjeść, niż napakować organizm szkodliwymi produktami. Z czasem zdrowe nawyki weszły nam w krew i już nie potrafimy zjeść byle czego, nie wkładamy do koszyka śmieciowego jedzenia.

Listę polecanych przeze mnie produktów, którymi warto zapełnić kuchenne szafki umieściłam w książce „Mama Alergika Gotuje. Na Wyjątkowe Okazje”. Opisałam je pod kątem wartości odżywczych i zastosowania w kuchni. To taki niezbędnik kuchenny każdej mamy alergika.

Żeby mieć pewność, że żywność, którą jemy, jest najlepszej jakości, kupuję głównie produkty ekologiczne, naturalne, od sprawdzonego dostawcy lub dostaję z działki od babci. Za ekologiczne produkty często zapłacimy więcej, ale dzięki temu robimy rozważne zakupy, nie marnujemy jedzenia, nie przynosimy w koszyku śmieci i nie wydajemy na leki. Kupuję mniejsze okazy, sezonowe warzywa i owoce, domowym sposobem pozbawiam je pestycydów z ich powierzchni, obieram ze skórki. Takie nawyki stały się już codziennością.  Śmiało mogę stwierdzić, że mały alergik uratował nasze zdrowie.

Jak pozbyć się pestycydów z powierzchni warzyw i owoców domowym sposobem? Jakie warzywa i owoce przechowywać w lodówce i jak czytać etykiety dowiesz się z książki „Mama Alergika Gotuje. Z Dziećmi. Dania na wiosnę i lato”.

Dlaczego MAGiczna historia?

Przytoczyłam naszą historię dlatego, że tak wiele nowych osób dołącza stale do grona MAGicznych czytelników.

Części z Was czasem wydaje się, że jesteście sami ze swoim problemem, że u takiej MAG wszystko gra, dziecko duże i zdrowe i tyle fajnych dań potrafi wyczarować.

Nie znając naszej historii możesz pomyśleć, że nie wiem przez co przechodzisz, że nie mam pojęcia z jakimi problemami się mierzysz. Nic bardziej mylnego.

Ten blog jest najbardziej rozpoznawalnym w sieci miejscem dla alergików, właśnie dlatego, że napisało go życie z alergią. Dlatego, że większość Twoich problemów znamy z autopsji. Możesz więc liczyć na MAG, nie tylko z tematyce zdrowego odżywiania bez alergenów.

W naszej MAGicznej historii pominęłam wiele trudnych wątków jak wstrząs anafilaktyczny, szczegóły związane z nieprzespanymi nocami, bólem, odrzuceniem, samotnością mamy alergika, brakiem zrozumienia w najbliższej rodzinie i bezsilnością ze strony lekarzy. 

Wątki te jednak przewijają się w moich wpisach na FB czy Instagramie, w listach wysyłanych przez Newsletter MAG czy w prywatnych wiadomościach, na które odpowiadam, a których każdego dnia otrzymuję bardzo wiele.

Alergikiem jest się przez całe życie. Przychodzą okresy remisji, spokoju i czasem zapominamy o alergii. Jednak może wydarzyć się jedna rzecz i znów jesteśmy w punkcie wyjścia.

Mój syn np. skusił się na zwykłego pączka z Lidla. Wiem jak to brzmi, ale on sprytnie kombinował. Uznał, że jeśli zje coś co „obok pączka tylko leżało”, co raczej jest sztucznym wytworem niż produktem zawierającym naturalne jajka czy mleko, to nic mu się nie stanie. To było w tym roku. Jest nastolatkiem czasem testuje swój organizm, robi swoje własne prowokacje. Uwierz mi, że sprawdzi się i u Ciebie powiedzenie „małe dzieci, mały kłopot’:)

Ta prowokacja skończyła się na szczęście reakcją opóźnioną, silną pokrzywką z bąblami i pogorszonym ogólnym samopoczuciem. Syn zareagował prawie właściwie, miał przy sobie leki sterydowe, przyjął je, wrócił od razu do domu. Powinien był zgłosić ten fakt w szkole, ale uznał, że nie jest tak źle. Wiem, że się wystraszył, dużo rozmawialiśmy i cieszę się, że wiek nastoletni powoli mija.

Skutkiem pobudzenia układu immonologicznego jest moim zdaniem teraz ten problem z alergią wziewną, której przez kilka lat już nie było. Znów ograniczamy alergeny krzyżowe. Stąd decyzja na kolejną próbę odczulania.

Misja MAG

„Alergia to nie wyrok, to wskazówka jak zmienić odżywianie by odzyskać zdrowie”.

Z całego serca życzę Ci wytrwałości i spokoju. Stres niestety wzmaga u dziecka problem alergii, także Twój stres.

Jeśli masz pytania odnośnie naszej historii, jeśli któryś rozdział z naszego życia interesuje Cię bardziej, zadaj nam pytanie tutaj w komentarzu pod wpisem czy na Facebooku, postaram się na nie odpowiedzieć.

Pamiętaj też, że wsparcie innych rodziców z problemem alergii możesz uzyskać także w MAGicznej Grupie Wsparcia.

Ściskam ciepło i witaj w MAGicznym gronie.

MAG

Fot. Igor Wojtkowiak

No Replies to "Kim jest MAG? MAGiczna historia"

    Napisz komentarz

    Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.